poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Dzień 1: Z ziemi polskiej do włoskiej

Nasza podróż zaczęła się kilka godzin przed lotem do Włoch - na lotnisko trzeba było się jeszcze dostać, a że Wrocław jest jakieś 350 kilometrów od naszego miejsca zamieszkania... cóż, chwilę to zajęło.
Na szczęście udało mi się przekonać świtę do przesłuchania kilku rozdziałów audiobooka. Kaliber nie był mały, wybrałem "Kwantechizm: Klatka na ludzi" A. Dragana, książkę o fizyce klasycznej jak i mechanice kwantowej. Zanurzyliśmy się w odmęty ciekawości i niezrozumienia co nie wiem czy wszystkim z nas umiliło podróż, ale na pewno ją przyspieszyło. W końcu prędkość jest względna.
Po odstawieniu samochodu u rodziny i tamtejszym poczęstunku dostaliśmy się na lotnisko. Dopiero kiedy przez gigantyczne okna zobaczyłem z bliska samolot zrozumiałem na co się piszę (tak, to był mój pierwszy raz). Kiedy jednak okazało się, że nasz samolot jest opóźniony stres praktycznie zniknął wyparty przez chęć zakończenia jak najszybciej dnia transportowego.


Arrivederci Polonia!

Stało się, startujemy. Gwoli szczerości - od dłuższego czasu nie czułem tak mocnego podniecenia tym co się aktualnie wydarza i będzie się wydarzać przez kolejne 90 minut. Świat oddalał się coraz bardziej spod moich nóg, a ja nie mogłem oderwać wzroku od małego samolotowego okienka. Jako iż cały czas byłem na kwantowym haju porównywałem to co widzę ze zdobytą wcześniej wiedzą. Ludzie to bardzo ciekawy gatunek. Ziemia to też dość dostojna kulka. Szczególnie kiedy zaczęły się zbierać pod nami niezbyt gęste chmury można było dostrzeć podobieństwa naszego miejsca pobytu i miejsca pobytu ryb (chmury przypominały korony drzew i jednocześnie wielkie skupiska piany morskiej). W końcu czymże jest powietrze jak nie mieszanią gazów, które w odpowiednich warunkach można skroplić, a woda... przecież składa się z tego samego co chmury tylko w innej gęstości. Ach ta fizyka. 

(od lewej/góry: linia horyzontu, góry z chmurkową pierzynką, Murena Powietrzna)
 
Po tej cudownej podróży chciało mi się już wracać, ale nie dlatego, że tęskniłem za domem. Lot był po prostu za krótki. Ale, ale, ale! Jeszcze godzinka z hakiem przez Włochy nocą i będzie można zacząć nowy dzień. 

P.S.
Znaki drogowe we Włoszech są bardzo zabawne.

Komentarze (0):

Prześlij komentarz

Subskrybuj Komentarze do posta [Atom]

<< Strona główna