piątek, 26 sierpnia 2022

Dzień 2: Aklimatyzacion

Pierwszy dzień wycieczkowo-rekreacyjny, a drugi wyjazdowy, rozpoczął się dość energicznie. Ciężko, aby było inaczej, kiedy towarzyszami podróży została dwójka maluchów. Zanim jednak ich przedstawię...


...muszę pochwalić się moim codziennym porannym widokiem. Zdumiewające, choć może nie aż tak - po zobaczeniu kawałka naszej kochanej planety z lotu ptakolotu zmieniłem delikatnie perspektywę. Nie umniejsza to jednak pięknu natury. 


Wraz z rodzinką zamieszkaliśmy w aktualnym domostwie siostry, jej partnera Matteo przy akompaniamencie Lei i Tito oraz trzech psów. 

Od lewej: Dżidi (ciekawe jak się to pisze?), Dudu oraz Pipo

Dlaczego kota ochrzciłem mianem psa? Wyjaśnię to innego dnia.

Po lunchu znudziło się nam siedzenie i wyruszyliśmy w drogę do miasteczka położonego nieopodal, co ważne - położonego niżej nad poziomem morza (powrót był o wiele bardziej męczący i przede wszystkim dłuższy). Envie to miasto kiwim płynące, choć bywały i sady z innymi drzewami, to ich było najwięcej. Swojski klimat okolicy przypasował wszystkim.

         
Nie jestem fanem robienia zdjęć jedzeniu, także uwierzcie mi na słowo - el Polakko spróbował małży. Nie tylko ja sam, ale również i reszta ferajny (w składzie mamy, taty i babci). Prócz tego do wyboru były ośmiorniczki, krewetki i sardynki (to było najsmaczniejsze... niespodziewane, nieprawdaż?), małże jednakże (zabieg zamierzony) nie przypadły mi zbytnio do gustu.

Poza uzbieraniem orzechów laskowych, spróbowaniu lodów z okolicznej piekarenki, przywłaszczenia sobie dwóch muszelek i zgłębieniu podstawowej wiedzy nt. pszczół, dzień drugi upłynął spokojnie. Ciekawe jaka przygoda czeka nas nazajutrz?



poniedziałek, 22 sierpnia 2022

Dzień 1: Z ziemi polskiej do włoskiej

Nasza podróż zaczęła się kilka godzin przed lotem do Włoch - na lotnisko trzeba było się jeszcze dostać, a że Wrocław jest jakieś 350 kilometrów od naszego miejsca zamieszkania... cóż, chwilę to zajęło.
Na szczęście udało mi się przekonać świtę do przesłuchania kilku rozdziałów audiobooka. Kaliber nie był mały, wybrałem "Kwantechizm: Klatka na ludzi" A. Dragana, książkę o fizyce klasycznej jak i mechanice kwantowej. Zanurzyliśmy się w odmęty ciekawości i niezrozumienia co nie wiem czy wszystkim z nas umiliło podróż, ale na pewno ją przyspieszyło. W końcu prędkość jest względna.
Po odstawieniu samochodu u rodziny i tamtejszym poczęstunku dostaliśmy się na lotnisko. Dopiero kiedy przez gigantyczne okna zobaczyłem z bliska samolot zrozumiałem na co się piszę (tak, to był mój pierwszy raz). Kiedy jednak okazało się, że nasz samolot jest opóźniony stres praktycznie zniknął wyparty przez chęć zakończenia jak najszybciej dnia transportowego.


Arrivederci Polonia!

Stało się, startujemy. Gwoli szczerości - od dłuższego czasu nie czułem tak mocnego podniecenia tym co się aktualnie wydarza i będzie się wydarzać przez kolejne 90 minut. Świat oddalał się coraz bardziej spod moich nóg, a ja nie mogłem oderwać wzroku od małego samolotowego okienka. Jako iż cały czas byłem na kwantowym haju porównywałem to co widzę ze zdobytą wcześniej wiedzą. Ludzie to bardzo ciekawy gatunek. Ziemia to też dość dostojna kulka. Szczególnie kiedy zaczęły się zbierać pod nami niezbyt gęste chmury można było dostrzeć podobieństwa naszego miejsca pobytu i miejsca pobytu ryb (chmury przypominały korony drzew i jednocześnie wielkie skupiska piany morskiej). W końcu czymże jest powietrze jak nie mieszanią gazów, które w odpowiednich warunkach można skroplić, a woda... przecież składa się z tego samego co chmury tylko w innej gęstości. Ach ta fizyka. 

(od lewej/góry: linia horyzontu, góry z chmurkową pierzynką, Murena Powietrzna)
 
Po tej cudownej podróży chciało mi się już wracać, ale nie dlatego, że tęskniłem za domem. Lot był po prostu za krótki. Ale, ale, ale! Jeszcze godzinka z hakiem przez Włochy nocą i będzie można zacząć nowy dzień. 

P.S.
Znaki drogowe we Włoszech są bardzo zabawne.