Wczesna pobudka nie obniżyła naszego morale dnia trzeciego, gdyż planem było zwiedzenie Turynu - miasta, które zamieszkuje prawie 900 tys. ludzi. Tego dnia spędzaliśmy czas w polskim gronie (dzieci pojechały do mamy, Matteo do pracy i wybraliśmy się na wycieczkę z moją siostrą jako przewodnikiem). Tak więc zapraszam do samochodu i widzimy się za 70 minut!
Architektura rzuciła się nam bardzo szybko w oczy
Naszym pierwszym (i jednocześnie głównym) przystankiem było Muzeum Egipskie. Po przejściu sal wstępnych, gdzie Włosi podniecali się jak to waleczni nie byli broniąc przehandlowanych dóbr cywilizacji afrykańskiej, dotarliśmy do długiego na kilkadziesiąt metrów papirusu. Nie był on jednak tak poruszający jak bardzo dobrze zachowane mumie.
Mumia nastoletniej kobiety sprzed kilku tysięcy lat
Spacerując pomiędzy salami i piętrami nachodziły nas różne przemyślenia. Z tatą na przykład doszliśmy do wniosku, że życie Egipcjan musiało wyglądać dość podobnie do naszego - biorąc na tapet handel. Wielorakie figurki, naczynia czy ciuchy. Ich rynki nie mogły się zanadto różnić o naszych stoisk, szczególnie z początku lat 2000.
Jedna z wystaw ręcznie wykonanych figurek,
które (wedle opisu) stawiane były na mogiłach zmarłych
Ciekawym doświadczeniem było zobaczenie nie tylko mumii ludzkich, ale również mumii zwierząt, Egipcjanie traktowali swoje zwierzęta jak członków rodziny, co tym bardziej upewniło mnie i tatę w idei podobieństwa naszych światów.
Mumia małego psa z widocznym fragmentem pyszczka
Po udanej wizycie w muzeum przeszliśmy do zwiedzenia samego Turynu. Miasto piękne, choć brudne. Cały kram niewysprzątanych ulic, nieodmalowanych fresków i odoru wszędobylskich palaczy łączy się w dość nieprzyjemny odbiór węchowy, jednak jeśli przymkniemy na to oko miasto to jest piękne i przyjazne turystom.
Pomniki kawalerii włoskiej pełniącej ważną funkcję podczas I wś.
Z trzeciego dnia najlepiej pamiętam gorąco i duchotę, szczególnie na nasłonecznionym placu widocznym poniżej.
Od tego momentu nasza wędrówka nabrała sakralnego smaku. I nie chodzi tutaj o wyzionięcie ducha przez zbyt wysoką temperaturę. Włochy stoją religią od tysięcy lat. Tysięcy, bo to co za chwilę pokażę wyprowadziło mnie nieco z równowagi.
Piękna rzymska rzeźba z jeszcze "piękniejszym" spruchniałym krzyżem, pożal się boże...
Nie licząc pojedynczych nieprzemyślanych decyzji projektaktów niektórych miejsc to majestatyczne miasto, aż ciężko sobie wyobrazić co odczuwałbym w Rzymie (pewnie jeszcze większy odór, ha). Później odwiedziliśmy pomniejszy kościół zakonny, zobaczyliśmy całun turyński (czy raczej jego wizualizację na ekranie, bo jest chroniony bardziej niż przepis na coca colę) oraz ogród za kościołem z ww. płótnem, gdzie...
...dostrzegłem najciekawsze rzeźby z całej wycieczki! Oczywiście żartuję, ale... mają w sobie coś urzekającego, nieprawdaż?